wtorek, 8 grudnia 2015

Teodorowy poligon

Był to bardzo długi poligon. Polegał on na tym, że Teodor miał :
Po pierwsze, przebiegnąć dwa razy od mojego pokoju aż do kuchni .
Po drugie, trzy razy obkręcić się wokół moich nóg
I na sam koniec bezszelestnie wejść do klatki.
Było trochę problemów co do bezszelestnego wejścia do klatki, ale ogólnie dawał rade i dostał medal pierwszego miejsca w postaci swojego ulubionego przysmaku - maczugi.
Był to naprawdę wspaniały dzień i okazało się, że Teodor ma naprawdę wspaniała kondycje i nie wychodzi z wprawy z czego byłam bardzo zadowolona .

czwartek, 19 listopada 2015

Pierwsze obcinanie pazurów Teodora w domu

Było to w sobotę, konkretnej daty nie pamiętam. Moja mama wyciągnęła Teodora z klatki i ułożyła go w kuchni. Tatę poprosiła, żeby przytrzymał Teodora, żeby nie wierzgał. Mama wzięła nożyczki, które dostała od weterynarza w dniu szczepienia Teodora i zaczynała obcinać. Teodor trochę się wierzgał, ale mój tata mocno go trzymał, żeby nie uciekł. Ja patrzyłam i uspokajałam Teodora, a mama obcinając pazury też go uspokajała. Gdy obcinanie zostało już zakończone to mój tata puścił Teodora wolno i jak zwykłe popędził przed klatkę, a ja otworzyłam mu górę klatki i Teodor po krótkim zastanowieniu wskoczył do klatki. Pogłaskałam go przez chwilę i powiedziałam mu, że bardzo z niego dzielny króliczek.

wtorek, 17 listopada 2015

Przysmak Teodora i zabawna z tym związana sytuacja

Było to kiedy postanowiłam dać Teosiowi po raz pierwszy maczugę ( ziarenka karmy na patyku). Było to rano. Podeszłam do klatki wyciągnęłam z pudełka 1 maczugę i nagle Teodor zaczął energicznie chodzić po klatce. Jak wryty chodził za maczugą, aż w końcu powiesiłam mu maczugę na jeden z prętów klatki. Od razu wziął się za jedzenie maczugi. Po południu gdy chciałam zobaczyć ile zostało z maczugi, którą dałam mu rano, okazało się, że został suchy patyki - wszystko było obgryzione. I za każdym razem było tak samo i pozostało do samego końca .

piątek, 13 listopada 2015

Jak przebiegało czesanie Teodora

Czesałam go zawsze raz w tygodniu. Była to sobota lub niedziela, bo od poniedziałku do piątku chodziłam do szkoły, a potem odrabiałam lekcje. Brałam go zawsze do kuchni, czesałam go taką różową specjalną szczotką i przynosiłam wiaderko gdyby jakieś kudełki sierści były na szczotce. Jak zaczęłam go czesać to wiercił się w te i we w te, bo i podłoga była trochę śliska jak dla Teodora łapek. No to zaczęłam do niego gadać, że jest u fryzjera, że musi mieć ładną fryzurę i przestał się wiercić. No i czesałam go tak ok.10 minut i gdy już skończyłam puściłam go wolno i pobiegł z prędkością światła przed klatkę, pomyślał chwilę i wskoczył do klatki górnym otworem.

niedziela, 8 listopada 2015

Jak Teodor okazuje radość ?

To krótka, ale bardzo intrygująca historia. Chodziłam wtedy do 1 gimnazjum i chyba to był drugi semestr. Było to wieczorem, gdzieś około godziny 19:00, gdy odrabiałam lekcje. Postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę i wyciągnęłam Teosia. Gdy postanowiłam wrócić z powrotem do nauki, zapomniałam schować Teodora do klatki, a Teodor wszedł pod moje biurko i zaczął biegać wokół moich nóg. W pierwszej chwili byłam totalnie zaskoczona, ale potem pomyślałam, że pewnie tak tylko biega - że zwariował. Ale okazało się inaczej. Teoś w ten sposób okazał mi radość, za to, że go wyciągnęłam z klatki i, że się  z nim pobawiłam przerywając naukę, czyli okazał mi radość za to, że nie siedzę tylko przy książkach i nie zapominam o swoim zwierzątku .

sobota, 31 października 2015

Teodor i kapcie mojego taty

Nie pamiętam , którego dnia to było , ale pamiętam to jak by to było dzisiaj . Wyciągnęłam Teodora z klatki , aby pobiegał , a mój tata w samym czasie grał w pasjansa na laptopie . Teodor momentalnie pobiegł pod stół i zaczął wąchać jego kapcie . Ja mówię do niego : Co ty robisz !!!! Teodor !!! Odszedł , ale za chwilę znów zaczął wąchać tatowe kapcie . Wtedy mój tata zaczął się z nim bawić dotykając go stopą . W końcu dał spokój i zabrałam go spod stołu .Powtarzające się tego typu sytuacje były bardzo często . Niestety nie mam zdjęcia lub filmu , bo nie pomyślałam ,żeby uwiecznić tą sytuację .

piątek, 30 października 2015

Teodor - ,,pochłaniacz" karmy

Było to jak wieczorem dawałam Teodorowi karmę . Wyciągnęłam go z klatki , żeby mi nie przeszkadzał . Otworzyła akurat świeże wiaderko z karmą . Gdy mu dawałam karmę , on nagle wsadził pyszczek do wiaderka i jadł normalne karmę z tego wiaderka . Ja mówię do niego : Ty żarłoku !!! Przecież Ci dałam prawie całą miseczkę . W końcu schowałam go do klatki , bo nie mogłam już wytrzymać . A Teodor jak by było tego mało wziął się za jedzenie karmy z miseczki . Skąd on tyle tego mieści ? Po prostu ,,karmowy potwór" ! Sama była zaskoczona . Niestety nie dołączyłam zdjęcia lub filmu z tej akcji , bo nie miałam jak , a rodzice byli zajęci .

czwartek, 29 października 2015

Teodor - ,,akrobata"

Było to tak . Ja byłam w szkole , a moja mama Teodorowi otworzyła górę klatki . Nagle zauważyła ,że Teodor sam wyskakuje przez otworzoną górę klatki i jak później tą samą drogą wskakuje . Gdy wróciłam ze szkoły mami mi o tym powiedziała , a ja po prostu nie mogłam uwierzyć . Nauczyłam go otwierać dól klatki , ale to mnie totalnie zaskoczyło . Następnego dnia otworzyłam Teodorowi górę klatki , aby sprawdzić , cz mama faktycznie mówiła prawdę . Minęło kilka minut i Teodor sam wyskoczył z klatki . A potem wskoczył z powrotem . 
Załączyłam zdjęcie jak wskakuje sam do klatki przez górę .
Teodor sam wskakuje do klatki

środa, 28 października 2015

Tęsknota Teodora za mną

W któreś wakacje , nie pamiętam które wyjechałam z tatą na całe dwa miesiące . A Teodor po miesiącu czasu zaczął nie jeść i nie pić . Mama poszła do weterynarza by upewnić się , że nie jest chory . Okazało się , że Teodor za mną tęskni i dla tego nic nie jadł i nie pił . Gdy mam wróciła do domu to wpadła na pomysł ,że zadzwoni do mnie i da na głośnomówiący , żebym mogła do nie go mówić . Mówiłam do niego żeby jadł i pił , że jest słodziakiem i że ja tez z nim tęsknię i niedługo wrócę . I pomysł się udał . Teodor po naszej rozmowie zaczął normalnie jeść i pić .
Okazało się ,że Teodor był tak do mnie przywiązany , że gdy mnie nie było w domu przez dłuższy czas zaczął tęsknić .

Pierwsza choroba Teodora

Było to w któreś wakacje , już nie pamiętam w które . Mój tata był w pracy , byłam sama z mamą . Teodor nagle stał się osowiały , nic nie jadł i  nie pił . Wyciągnęłyśmy Teosia z klatki by zobaczyć jak Teodor się porusza . Chodził , ale nie normalnie . Zawijał pupą . Mama poszła do weterynarza dowiedzieć się w jaki sposób można go ratować . Powiedział , że Teodor ma tylko 40 % szans , że przeżyje . Ale okazało się inaczej . Mama podawała mu na siłę leki na wzdęcia i poiła go (tata też w tym pomagał) , ale szło strasznie opornie. Ja podawałam mu zupkę dla dzieci (bobowita) i karmiłam go siankiem , również było trochę ciężko . Mówiłam do niego, żeby jadł i pomogło . Teodor po chyba 2 dniach  zaczynał jeść i pić , ale leki działały na niego . Zaczął walczyć z chorobą i udało się go wyleczyć .

Poranna toaleta Teodora

Kolejnego dnia rano zauważyłam jak Teodor się myje . Urzekło mnie to jak mył sobie uszka . Był taki słodki i uroczy !!!! Podeszłam  do Teosia i pogłaskałam go po główce . Powiedziałam do niego : ,,Nie wiedziałam ,że z Ciebie taki słodziak , Teosiu ?  Ciekawe ile jeszcze ciekawych rzeczy o Tobie odkryję ? I tak dowiedziałam się , że to naprawdę przecudny słodziak . 

Początek pielęgnacji Teodora

Następnego dnia od szczepienia nadszedł czas , aby wyczesać mu sierść . Wyciągnęłam go z klatki i zaprowadziłam do kuchni , z łazienki wzięłam specjalną szczotkę i kosz na śmieci na wszelki wypadek gdyby na szczotce był małe kłębki jego sierści . Na początku był do tego nie chętny , ale pogłaskałam go przez chwilę i uspokoił się . Czesałam go i gadałam do niego , cytuję : ,,Dobry Teoś , grzeczny , tak , kochany słodziaczek . Tak u fryzjera jesteś , piękny będziesz , tak ." No i gdy skończyłam go czesać wszystko włożyłam na miejsce i puściłam Teosia wolno . Od razu pobiegł do mojego pokoju . Powiedziałam mu że musi trochę pobiegać i założyłam mu smyczkę . Od razu pobiegł pod stół i położył puszczając mi oczko . Zaśmiałam się i powiedziałam do niego : ,,Ty cwaniaku !" Poleżał trochę pod stołem i potem schowałam go do klatki .

Wizyta u weterynarza - pierwsze szczepienie

Nadszedł czas , aby Teodora zaszczepić , żeby nie chorował . Włożyłam Teodora do zielonego koszyka z dziurkami oczywiście i poszliśmy z rodzicami do weterynarza . Na początku Teodor się trochę wiercił , ale moja mama go trzymała , a ja uspokajałam go mówiąc do niego . Od tego momentu był już spokojny . Szczepienie się powiodło . Później weterynarz chciał obciąć mu pazury , bo miał już trochę za duże . Oczywiście mój Teodor znowu się cały czas wiercił , ale moja mama znów go przytrzymała , a ja uspokajałam go mówiąc do niego i głaszcząc go po grzbiecie . Od razu się uspokoił . Nic się nie wiercił , Weterynarz mógł spokojnie obcinać mu pazury . Gdy jż skończył obcinać włożyłam Teodora z powrotem do koszyka . Weterynarz powiedział , że jego pierwsza właścicielka (czyli ja )  ma bardzo dobry wpływ na swojego królika .Uśmiechnęłam się tylko . Weterynarz powiedział jeszcze , że możemy sami mu obcinać pazury w domu i dał nam specjalne obcinaczki . Podziękowaliśmy weterynarzowi i wyszliśmy z gabinetu . Gdy wróciliśmy do domu włożyłam do Teodora do klatki . Głaskając go powiedziałam mu że był bardzo dzielny . I chyba głaskałam go tak z 15 minut ,a potem w nagrodę dostał maczugę , czyli przeróżne ziarenka karmy na patyku . Był bardzo zadowolony i puścił mi oczko . I tak u Teodora ukazały się nowe cechy , odwaga i ufność swojej właścicielce .

Zabawa z królikiem.

Kolejnego dnia znów wyciągnęłam Teodora z klatki . Założyłam mu zieloną smyczkę z różowym dzwoneczkiem i postanowiłam , żeby trochę pobiegał po domu . Okazało się że ma bardzo szybką kondycję . Nie mogłam go dogonić . Gdy widziałam , że jest trochę zmęczony to włożyłam go do klatki . Późnym popołudniem znów go wyciągnęłam , aby się jeszcze z nim pobawić . Ułożyłam go na tapczanie i podniosłam lekko jego łebek ,a on wyciągnął łapki do góry , czyli tak jakby ze mną ,,walczył" ,w dobrym tego słowa znaczeniu . Potem mu dałam niebieską piłeczkę z kolcami i powiedziałam do niego , żeby mi ją podał . Wziął piłeczkę w pyszczek i jednym susem przeniósł ją na moją stronę . Podziękowałam mu głaskając go ,a on puścił mi oczko . I tak głaskałam go chyba z pół godziny . Potem włożyłam go do klatki i dałam mu karmę . Gdy mu ją sypałam to ruszał się po klatce bez przerwy . Trochę mi przeszkadzał , ale udało mi się w końcu nasypać karmy . Gdy już zamknęłam klatkę od razu podbiegł do miski i zaczął jeść puszczając do mnie oczko . Powiedziałam mu , że życzę mu smacznego i życzyłam mu spokojnej nocy . I tak zakończył się kolejny dzień z moim kochanym króliczkiem .

Początek prawdziwej przyjaźni królika z człowiekiem.

Następnego dnia gdy wyciągnęłam Teodora z klatki nadal rozglądał się po całym domu . Wszystko obwąchiwał ,aż nagle wskoczył na tapczan . Z poduch , które leżały na tapczanie zrobiłam mu tunel i przechodził przez ten tunel w te i we wte . Potem gdy już nie chciał się w to bawić pogłaskałam go . Siedział grzecznie i słodko się na mnie patrzył . Nagle poczułam bardzo wielką wież między mną ,a Teodorem i u niego też to zauważyłam . Pomyślałam wtedy ,że to może być początek wspaniałej przyjaźni .Głaskałam go tak chyba ze dwie godziny . Gdy nastał wieczór mój tata zrobił dla niego mini wybieg żeby trochę pohasał . Ogrodził wybieg plastikowymi rurkami , ale minęły chyba 2 minuty i tata się zorientował , że Teodora już nie ma na wybiegu . Teodor przeskoczył przez ten płotek gdy nikt go nie obserwował . Potem ja i moja mama śmiałyśmy się z tego , że Teodor zrobił go w konia . I tak minął kolejny dzień od przyjścia uroczego królika Teodora .
Ale to oczywiście początek wspaniałej i zabawnej historii . To co się działo dalej kolejny post wam opowie ....

Jak Teodor został członkiem naszej trójosobowej rodzinki ?

Było to popołudnie . Moi rodzice poszli do sklepu zoologicznego , a ja oglądałam skoki narciarskie . Nie powiedzieli mi z jakiego powodu tam idą . Minęło ok. 20 minut i widzę ,że rodzice wracają z prostopadłościennym tekturowym pudełkiem z małymi dziurkami . W środku zobaczyłam małego biało-czarnego lub czarno-białego królika . Okazało się , że rodzice chcieli mi zrobić niespodziankę i im się udało . Ułożyłam go na swoich kolanach i spytałam go jak chce mieć na imię . Podałam mu propozycje Teodor , albo Oliver , gdy powiedziałam Teodor to od razu przytaknął główką . Był taki malutki , a słodki jak cukiereczek . Oczywiście klatka i inne rzeczy potrzebne też były kupione .
Ja i moi rodzice baliśmy się zostawić go ze zgaszonym światłem , ale okazało się , że on dobrze widzi w ciemnościach . I tak zaczęło się moje życie z Teodorem . A co było dalej już wkrótce opowiem .