Następnego dnia gdy wyciągnęłam Teodora z klatki nadal rozglądał się po całym domu . Wszystko obwąchiwał ,aż nagle wskoczył na tapczan . Z poduch , które leżały na tapczanie zrobiłam mu tunel i przechodził przez ten tunel w te i we wte . Potem gdy już nie chciał się w to bawić pogłaskałam go . Siedział grzecznie i słodko się na mnie patrzył . Nagle poczułam bardzo wielką wież między mną ,a Teodorem i u niego też to zauważyłam . Pomyślałam wtedy ,że to może być początek wspaniałej przyjaźni .Głaskałam go tak chyba ze dwie godziny . Gdy nastał wieczór mój tata zrobił dla niego mini wybieg żeby trochę pohasał . Ogrodził wybieg plastikowymi rurkami , ale minęły chyba 2 minuty i tata się zorientował , że Teodora już nie ma na wybiegu . Teodor przeskoczył przez ten płotek gdy nikt go nie obserwował . Potem ja i moja mama śmiałyśmy się z tego , że Teodor zrobił go w konia . I tak minął kolejny dzień od przyjścia uroczego królika Teodora .
Ale to oczywiście początek wspaniałej i zabawnej historii . To co się działo dalej kolejny post wam opowie ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz